Wizyta w Timbuktu wisiała pod dużym znakiem
zapytania. Już w Senegalu napotykani turyści
twierdzili, że Timbuktu jest niedostępne, co potwierdzili poznani w
Bamako Niemcy, dość dobrze zorientowani w tematyce Afryki Zachodniej i pytani
po drodze policjanci. Powód to
oczywiście rebelia. W czasie walk na terenie Libii Tuaregowie z terenu
północnego Mali zaciągnęli się jako płatni najemnicy. Po zakończeniu walk
wrócili do domu w pełni uzbrojeni. Postanowili wykorzystać to i oderwali od
Mali północną część kraju. Wykorzystali to ekstremiści islamscy , którzy
przejęli władzę na terenach zajętych przez Tuaregów, w tym w Timbuktu. Dwa lata
temu po porwaniu dwóch francuskich turystów do działań włączyło się wojsko
francuskie. Pomogło odzyskać armii Mali część utraconych terenów, w tym
Timbuktu. Obecnie żołnierze twierdzą, że problem rebelii już nie istnieje. Jednak
zdecydowanie odradzali nam skorzystanie z drogi między Timbuktu a Gao wiodącej
po północnej stronie rzeki Niger. Z opinii miejscowych wynika, że rząd Mali
faktycznie kontroluje tereny na południe od Nigru i enklawę wokół Timbuktu. O
ile na południe od Nigru życie płynie swoim rytmem, leniwie i spokojnie to samo
Timbuktu przypomina nieco obóz wojskowy. Jest bardzo dużo żołnierzy i sprzętu
UN , mnóstwo posterunków wojska i żandarmerii. Widać, że bardzo zależy im na
utrzymaniu kontroli nad tą enklawą. Zjeżdżając z drogi krajowej w Douentza sami
musieliśmy szukać posterunku żandarmerii , a oni z kolei mieli problem ze
znalezieniem rejestru turystów. Dla odmiany w Timbuktu żandarmeria nie wiadomo
z jakiego powodu prowadzi porządny rejestr łącznie ze zdjęciami turystów i
wbija swoją pieczątkę do paszportów.
Wszystkie okoliczności towarzyszące wizycie w Timbuktu budują nastrój
tego niesamowitego miejsca, w którym od wieków krzyżowały się szlaki handlowe
Afryki. Podróż 220 km (w jedną stronę)
przez sawannę i pustynię sama w sobie jest już przeżyciem, a dziury w tym, co
gps pokazuje jako trakt, są tak duże, że ciężarówki, które w nich utknęły tkwią
zakopane powyżej kół. Najstarszy z oglądanych przez nas meczetów Dyingerey Ber
został wzniesiony na początku XIV w. , kolejny
Sidi Yahiya to budowla z początku XV w.
Ostatni najmłodszy Sankore jest
najważniejszy z punktu widzenia historii Timbuktu , jak i historii całego
islamu. To on w XVI w. pełnił rolę uniwersytetu, na którym studiowało 25.000
studentów, co wskazuje na to, że był jednym z największych uniwersytetów świata
muzułmańskiego. Nie tylko liczba studentów świadczy o jego znaczeniu, ale
przede wszystkim pozostawiony dorobek naukowy. Do dziś zachowało się wg słów
pracownika muzeum manuskryptów 40.000 woluminów z rożnych dyscyplin
naukowych. Zwiedzamy również wybudowane
ze środków RPA nowoczesne duże muzeum
manuskryptów – instytut Ahmeda Baby. Obecnie znajduje się tu jedynie około
10.000 egzemplarzy . Wszystkie pozostałe , najcenniejsze manuskrypty ze względu
na zagrożenie ze strony fundamentalistów islamskich zostały wywiezione do
Bamako. Jak opowiadał nam sympatyczny i zaangażowany pracownik tego
obiektu przed samym atakiem ekstremistów
pracownikom muzeum udało się ukryć manuskrypty w sekretnym pokoju (coś w
rodzaju skarbca), do którego napastnicy ostatecznie nie weszli. Dzięki temu, że
działali oni w dużym pośpiechu zdołali jedynie
zabrać i częściowo spalić te egzemplarze,
które znajdowały się wówczas w czytelni. Mieliśmy okazję wejść do tej pustej
obecnie czytelni i zobaczyć kilka nadpalonych egzemplarzy. Spacerując wąskimi uliczkami starego Timbuktu
widzieliśmy również domy pierwszych Europejczyków , którzy eksplorowali te
tereny. Wydaje się nam, że gdyby nie
oznaki współczesnej cywilizacji (plastikowe śmieci i chińska odzież), to
Timbuktu sprzed wieków i to dzisiejsze niczym się nie różni. Domy w dalszym
ciągu wznoszone są z glinianych cegieł wypalanych na słońcu. Maleńkie okna
zamykane są tradycyjnymi drewnianymi okiennicami. Brak jakiejkolwiek informacji turystycznej ze
strony władz Mali i wcześniejsze doniesienia na temat zagrożeń na tym terenie
spowodowały, że w Timbuktu praktycznie nie ma turystów. Co za tym idzie
wszyscy, którzy utrzymywali się z turystyki splajtowali. Z 6 istniejących w
Timbuktu kempingów dzisiaj nie działa żaden. Wyjeżdżając z Timbuktu musieliśmy
jeszcze odmeldować się na dwóch posterunkach i już zdecydowanie odważniej
walczyliśmy z dziurami na drodze do Douentza.