odnajdujemy
duży budynek biura parku z malutką tabliczką informacyjną przywieszoną drutem
do ogrodzenia. Na szczęście jest pracownik parku, który sprzedaje nam bilety po
1200 UM . Z książki parkowej wynika , że ostatni turyści byli tutaj16
października. Dostajemy mapę parku z zaznaczonymi ścieżkami. Pojawia się
również w biurze przewodnik, który usiłuje nas przekonać, że samym będzie nam
trudno przejechać 50km przez pustynię do
rybackiej wioski Iwik, gdzie chcemy dotrzeć. Nie ma jednej drogi, jest wiele
przecinających się i ciągle zasypywanych ścieżek. Decydujemy się jednak samodzielnie przejechać
do wioski, z zastrzeżeniem, że jeśli sobie nie poradzimy jutro rano przyjedziemy
po przewodnika. Przewodnik okazuje się na tyle miły, że wyprowadza nas na
początek drogi, którą powinniśmy jechać 47km „prosto”. Faktycznie
najtrudniejszy jest pierwszy odcinek, gdzie bez napędu 4x4 nie byłoby
najmniejszych szans przejechać. Później zabawa polega na kluczeniu i szukaniu
właściwej ścieżki (nie zapominając, że ma być prosto). Po drodze mijamy maleńki
cmentarz. Mamy nadzieję, że to nie ci , którzy próbowali bez przewodnika
dotrzeć do Iwik. Wśród pojedynczych kęp traw i
małych krzaków zdarzają się bielejące na piasku kości wielbłądów. Po
mniej więcej półtorej godzinie docieramy nad brzeg oceanu do wioski Ten Allou.
Tuż przed wioską znajdujemy widoczne z daleka całe miejsca usłane muszelkami i
kamyczkami w kolorach przypominających bursztyn. Dalej droga prowadzi już
prosto do Iwik, małej, biednej, rybackiej wioski. Spacerujemy chwilę po wiosce.
Dla nawiązania kontaktu z miejscowymi robimy w sklepie drobne zakupy. Takiej
ilości much , jak w tym sklepie, w jednym miejscu jeszcze nie widzieliśmy.
Fotografujemy łodzie, pierwsze pelikany. Wprawdzie działają tutaj teoretycznie
dwa kempingi i nawet obejrzeliśmy je, ale nie spotkaliśmy tam żywej duszy.
Znaleźliśmy własne miejsce na nocleg nad brzegiem oceanu. Dokonaliśmy dobrego
wyboru, ponieważ do zachodu słońca mogliśmy bezpośrednio przez nasze duże okno
namiotowe słuchać i oglądać ptaki. Szkoda, że nie mamy profesjonalnego sprzętu
do fotografowania ptaków. Przed odpływem zdążyliśmy jeszcze pobrodzić po
ciepłych i płytkich wodach , ż których
słynie Park d’Argouin. Park wpisany na listę UNESCO jest największym miejscem
zimowania ptaków brodzących na świecie. Z 7 mln ptaków przelatujących przez
Atlantyk 1/3 zimuje tutaj. Wprawdzie nie udało nam się zobaczyć tych dwóch
milionów, ale na pewno widzieliśmy kilka tysięcy. Tak samo jak zasypialiśmy,
tak obudziliśmy się przy odgłosach różnego ptactwa. Droga powrotna do bram
parku mija nam znacznie szybciej , bo jest już trochę znana. Przed opuszczeniem
parku mamy okazję zobaczyć szakala.
Informacje
praktyczne:
Cena
biletu 1200 UM za osobę (5 USD)
Siedziba
parku i jednocześnie początek drogi do wioski Iwik znajduje się przy słupku
oznaczającym 240 km na drodze od granicy do Nawakszut (miejscowość Chami).