Jedno z
trzech najgłębszych jezior na świecie wypełnia pęknięcie Wielkiego Rowu
Afrykańskiego. Ciekawostką jest fakt, że jest to jedyny obiekt na Liście
UNESCO wpisany z tytułu czystości wody.
Poza czystą wodą wokół jeziora rozciągają się piękne góry. Całość stanowi
największy skarb Malawi. Tereny te potrafią zachwycić i dlatego spędziliśmy nad
jego wodami kilka bardzo miłych dni. Najpierw na sympatycznym , położonym nad
samą wodą kempingu w Monkey Bay.
Następnego dnia zwiedzając Park Narodowy Jeziora Malawi w Otter Point. Przez
kolejne dwa dni jechaliśmy wzdłuż jego brzegów na północ w kierunku granicy z
Tanzanią. W Parku Narodowym Jeziora Malawi (wpisanym na Listę UNESCO) w Otter Point
wywołaliśmy lekkie zamieszanie z powodu napisów na naszym samochodzie .
Wyszedł nas przywitać sam szef
Parku obawiając się, że jesteśmy
przedstawicielami UNESCO, a mają się czego obawiać. Jeśli UNESCO dało im
jakiekolwiek pieniądze na znajdujące się tu muzeum to gdyby je zobaczyli ze wstydu powinni
się zakopać pod ziemię. Było to najbardziej zaniedbane muzeum jakie kiedykolwiek oglądaliśmy. Jak już były
jakieś napisy, to przynajmniej połowa liter odpadła. Mapa parku składała się
kiedyś z dwóch dużych zdjęć i jedno już
też odpadło. Generalnie czarna rozpacz, choć sam budynek z zewnątrz ładny.
Drugą atrakcją, za którą powinni się wstydzić jest akwarium. Na szczęście ryby
głosu nie mają, więc nie mogą im powiedzieć co myślą o swoich opiekunach.
Wreszcie sam park. Blisko godzinny spacer z sympatycznym przewodnikiem to uczta
dla oczu. Krystalicznie czysta woda , potężne skały , po których można
spacerować i wreszcie samo jezioro
ogromne jak morze rekompensują zarówno muzeum, jak i akwarium.