Często, żeby poprawić zadowolenie wystarczy ograniczyć oczekiwania. Tak właśnie było tym razem. Z opisów i komentarzy wynikało, że rysunki wprawdzie znajdują się w ciekawej lokalizacji, ale turyści mogą je oglądać jedynie z łodzi, co sprawia, że są ledwo widoczne. Nie mając przesadnych oczekiwań i tak postanowiliśmy je obejrzeć. Cała droga przez Autonomiczny Region Guangxi, w którym zlokalizowane są te rysunki wiodła przez piękny krajobraz krasowych mogotów. To pojedyncze wapienne skały powstałe w wyniku erozji, po wypiętrzeniu z dna morza. Ze względu na subtropikalny klimat porośnięte są gęstą roślinnością , nawet na stromych zboczach. Tak sobie wyobrażaliśmy chiński landszafcik. Wycieczkę rozpoczynamy w potężnym budynku Centrum Turystycznego. Piętnaście minut przed odjazdem autobusu odbył się występ, w którym trzy panie ubrane w tradycyjne, ludowe stroje zagrały na niebiańskich cytrach (tianqin) i zaśpiewały. Po kilku utworach zaprosiły 3 osoby z widowni , żeby spróbowały swoich sił. Jesteśmy przyzwyczajeni, że u nas byłby kłopot ze znalezieniem chętnych. Tymczasem tutaj trzykrotnie wymieniały się turystki chcące błysnąć swoim talentem. Chętnych było tak dużo, że kierowca autobusu, z którym wcześniej chwilę rozmawialiśmy, chciał nam załatwić miejsce na scenie. Wszyscy uczestnicy bardzo dobrze przy tym się bawili. Już w trakcie wycieczki doszliśmy do wniosku, że naszym szczęściem jest, że bardzo niewiele osób mówi po angielsku. W tej grupie znalazły się akurat dwie dziewczyny, które mówiły po angielsku i mieliśmy przykład jak mogłoby to wyglądać . Nie ograniczyły się do standardowego skąd jesteście. Lecz interesowało ich jak długo jesteśmy w Chinach, ile tu będziemy , dokąd jedziemy, ile mamy lat itp. Przy czym podobnie jak 20 lat temu na niedzielnej, chińskiej , robotniczej wycieczce na chiński mur byli bardzo opiekuńczy w stosunku do nas . Panie mówiły nam gdzie są kamizelki ratunkowe , kiedy możemy wyjść na główny pokład , kiedy wrócić na dół. Gdy poprosiliśmy o zrobienie nam zdjęcia pól wycieczki ustawiało nas do tej fotografii. Podobnie było, gdy poczęstowali nas lokalną słodyczą to również połowa wycieczki na migi tłumaczyła nam co to jest i z zadowoleniem obserwowali , że nam smakuje. Była to słodka , kleista, zielona „bułeczka” z nadzieniem z maku i mielonych orzechów. Rzeczywiście smaczna. Na zakończenie tych „ socjologicznych przemyśleń” ważna rzecz , że nie była to zorganizowana grupa lecz indywidualni turyści. Na koniec trzygodzinnej wycieczki żegnaliśmy się , jakbyśmy spędzili razem tydzień w górach.
Same rysunki też nas pozytywnie zaskoczyły. Datowane różnie od V/III w.p.n.e. do II w.n.e. Przedstawiają postaci ludzkie i zwierzęce w scenach rytualnych, gdzie ważnym elementem były brązowe bębny. Postacie wielkości od kilkudziesięciu cm do kilku metrów namalowane są czerwonym barwnikiem, co najważniejsze na bardzo wysokim klifie 30 do 100 metrów nad wodą (rzeka Ming, dopływ Zuo). Faktycznie pierwszą grupę rysunków oglądamy z łodzi, ale później podpływamy do brzegu i spacerując po specjalnie przygotowanej kładce możemy oglądać je z bliska. Przypuszcza się, że autorem rysunków jest lud Luoyue ( przodek dzisiejszej grupy etnicznej zamieszkującej ten teren. Jest to grupa Zhuang, będąca największą mniejszością etniczną w Chinach.
