ZIMOWA WYPRAWA NA NORDKAPP (24.02-08.03.2026R.)


Piszemy to w trakcie podróży, więc nie wiemy, czy nasz główny cel, czyli oglądanie zorzy zostanie osiągnięty. Nawet jeśli nie uda nam się zobaczyć zorzy to udało nam się zobaczyć osiem nowych miejsc wpisanych na listę UNESCO.

Rozpoczęliśmy od modernistycznej zabudowy Kowna. Potem przyszedł czas na drewnianą zabudowę Kuldygi, która ma duży potencjał, ale pozostaje w dość opłakanym stanie.

Większą atrakcją niż sama Twierdza Suomenlinna w Helsinkach było dopłynięcie do niej. Niewielki prom (tramwaj wodny) płynął skruszonym , wąskim torem wodnym pomiędzy lodem o grubości co najmniej pół metra.

Fabrykę ścieru w Verli (produkcję zakończono tu w 1964r.) w okresie zimowym obejrzeć można tylko z zewnątrz. Ma to również swój urok , zwłaszcza dom dawnych właścicieli mógłby nam służyć na zimowisko.

Drewniany XVIII-wieczny kościół w Patajavesi zaskoczył nas pozytywnie, chociaż obejrzeliśmy go jedynie z zewnątrz, bo za zwiedzanie wnętrza brzydzący się kasą luteranie życzą sobie 100 euro. 

Kurhany w Sammallahdenmaki można zwiedzić o każdej porze roku. Odbyliśmy przyjemny godzinny spacer pomiędzy kurhanami z epoki brązu (1500 – 500 p.n.e.) w zimowej scenerii.

Drewnianej Raumy w żaden sposób nie można porównać do drewnianej Kuldygi. Tutaj 600 drewnianych budynków jest bardzo dobrze utrzymanych. Jedynie pochmurny dzień nie pozwolił nam w pełni docenić uroków miasteczka.

Ta sama mglista, pochmurna pogoda przeszkodziła nam w podziwianiu uroku Archipelagu Kvarken, składającego się z 5600 wysepek. Krajobraz archipelagu zmienia się w wyniku izostatycznych ruchów ziemi. W przeciągu ostatnich stu lat ziemia w tym rejonie podniosła się o 80 centymetrów.

W drodze powrotnej , po drugiej stronie Bałtyku, zatrzymaliśmy się, aby obejrzeć Höga Kusten (Wysokie Wybrzeże), objęte tym samym wpisem UNESCO. Zima, jakby na nasze zamówienie, dosypała świeżego białego puchu potęgując wrażenie surowej Północy. 

Do teraz największe lodospady, które widzieliśmy to te w Zawadzce Rymanowskiej. Jednak te w Finlandii (Korouoma Saukkovaara) są zdecydowanie większe.

Zaśnieżone Rovaniemi też wygląda inaczej niż gdy kilkanaście lat temu oglądaliśmy je latem.

Wreszcie cel naszej wyprawy pierwsza i jak się okazało ostatnia , ledwo widoczna zorza w miejscowości Inari. Przekonani, że to dopiero początek zrobiliśmy tylko jedno zdjęcie telefonem w drodze do łaźni fińskiej. Wjazd na Przylądek Północny był otwarty , więc wjechaliśmy bez konwoju. Jednak w nocy obudził nas kierowca pługa informując, że psuje się pogoda i droga będzie zamknięta. Opuściliśmy zamykany odcinek drogi pozostając na noc w perfekcyjnym miejscu do obserwacji zorzy. Inni turyści czekali z rozstawionym sprzętem fotograficznym. I chociaż miejsce było idealne, niebo się wypogodziło to zorza nie pojawiła się. Rano okazało się, że prognozy były jednak trafne. Szalała śnieżyca ograniczając widoczność momentami do kilku metrów, a my spokojnie kierowaliśmy się cały czas na południe , mając informacje z kraju , że u nas już piękna , słoneczna wiosna.

Na zakończenie programu turystycznego znów zawitaliśmy do Sztokholmu.

 


Komentarze

Brak strony