Bardzo drogi kraj , bez żadnych szans na jakiekolwiek negocjacje. Na lotnisku wypożyczyliśmy samochód i już po zmroku dotarliśmy do hotelu. Jak na miejsce, w którym był położony okazał się całkiem niezły. Miłym zaskoczeniem dla nas (wbrew temu , co wcześniej słyszeliśmy) było zdarzenie w restauracji , w której jedliśmy kolację. Przypadkowy człowiek, który pomógł nam złożyć zamówienie koniecznie chciał zapłacić za naszą kolację. Wszystko wróciło do normy kolejnego dnia w czasie hotelowego śniadania. Podano tylko 2 jajecznice dla mężczyzn, a byliśmy w trójkę. Dość szybko zrozumieli moje wyjaśnienia po polsku i przynieśli trzecią jajecznicę, choć pierwotnie stali na stanowisku, że Beatka, jeśli musi, niech sobie zje dżem. Rano trochę pojeździliśmy po stolicy i ruszyliśmy w stronę jeziora Abie Hajk. Na jednym ze skrzyżowań na pakę naszego Hiluxa wskoczyło dwóch młodych chłopaków. Byliśmy przekonani, że to autostopowicze. Sytuacja wyjaśniła się dopiero w momencie kiedy wysiadali, zatrzymał się wówczas jadący z naprzeciwka taksówkarz. Pomyślałem, że chce nam pomóc. Na moje stwierdzenie, że wszystko jest w porządku, on powiedział, że nie jest i dzwoni na policję , bo wiozłem uchodźców, a to jest zabronione. Potwierdza się stara prawda, że dla Polaka najgorszy jest Polak, a dla Murzyna Murzyn. I znowu, po polsku, wyjaśniłem mu, co myślę na temat „miłych” czarnoskórych taksówkarzy. Nad jeziorem nie było żywej duszy tylko piękne krajobrazy i zwierzęta (osiołki, gazele pustynne, guźćce, gęsi , wielbłądy). Nie zostaliśmy na zachód słońca, ale dzięki temu następnego dnia mieliśmy więcej czasu , aby pójść do krateru wulkanu Ardoukouba, skąd rozpościera się ładny widok na jezioro Assal i najgłębszą depresję w Afryce (-155 m.p.p.m)
Na zakończenie pobytu pogranicznik miał ochotę przeciągnąć nas do grona turystów, którzy przeklinają Dżibuti , ale na szczęście mu się to nie udało. Przy moim paszporcie zakwestionował datę wjazdu, która była po terminie wskazanym we wniosku wizowym, ale mieściła się w terminie ważności wizy. Już zaczął się rozkręcać , ale gdy okazało się, że inni pogranicznicy przepuścili już Marcina i Beatkę dał sobie spokój.
