RÓG AFRYKI - ERYTREA (09-12.04.2025R)


Róg Afryki – nigdy nie było nam po drodze, aby zwiedzić tę część Afryki. Dodatkowym utrudnieniem , poza wojną w Somalii i częstymi nieporozumieniami między Etiopią a Erytreą, jest brak możliwości przemieszczania się pomiędzy tymi krajami drogą lądową. Samolotem zresztą też nie można przelecieć bezpośrednio z Erytrei do Etiopii. Od powstania Erytrei, wcześniej włoskiej kolonii a później etiopskiej prowincji, która oderwała się od Etiopii (niepodległość od 1993r.), tylko w krótkim okresie, kiedy te państwa zwróciły się przeciwko plemieniu Tigraj, zapanował względny pokój między nimi. W tej chwili wszystko wróciło do normy, zarówno Erytrea, jak i Etiopia gromadzi wojsko na granicy , a komunikacja pomiędzy Asmarą a Addis Abebą odbywa się wyłącznie poprzez państwa trzecie, najczęściej Arabię Saudyjską lub Egipt. Do Asmary przylecieliśmy z Budapesztu przez Istambuł, a Karolina z Berlina przez Kair. Zwiedzanie Asmary zaczynamy w południe od kawy i pączka w klimatycznej kawiarni obok hotelu Crystal. Współczesna Asmara bardziej przypomina miasto powiatowe niż stolicę, choć ma kilka ciekawych obiektów. Pozostałości włoskiego budownictwa modernistycznego w Asmarze wpisane są na listę UNESCO. Oglądamy kilka przykładów takiego budownictwa np. kino Roma, teatr, kino Impero, stację benzynową fiata (Tagliero) i najważniejszy obiekt, czyli Katedrę. Wieczorem w biurze ministerstwa turystyki kupujemy permit uprawniający do poruszania się poza stolicą i organizujemy samochód z kierowcą na kolejne dwa dni. Następnego dnia odbywamy wycieczkę do Massawy. Kiedyś był to znaczący port, dzisiaj miasto pozostaje w całkowitej ruinie po atakach lotniczych armii etiopskiej. Żal patrzeć na ruiny budynków, w tym na pałac Hajle Selasje. Kolejnego dnia oglądamy stelle w miejscowości Quohito. Idziemy na krótki spacer do pobliskiego wąwozu , gdzie oprócz widoków podziwiamy petroglify sprzed 6000 lat. W drodze powrotnej do Asmary kierowca, tak jak wcześniej obiecał, zawiózł nas do potężnych fikusów, w tym do tego, który widnieje na banknocie 5 nakfa (wcześniej widzieliśmy też historyczny pociąg z banknotu 10 nakfa). Ostatnim zaplanowanym punktem do zwiedzenia w Erytrei było, popularne wśród turystów, cmentarzysko czołgów i nie tylko. Oprócz czołgów są tu zezłomowane inne sprzęty używane przez wojsko i nie tylko, samych defenderów naliczyliśmy 14, poza tym niezliczona ilość wojskowych samochodów ciężarowych i specjalnych. Asmarę będziemy wspominać jako miejsce z licznymi kawiarniami i bardzo dobrymi ciastkami , ale bardzo słabym internetem , a właściwie jego brakiem. Z Asmary do Addis lecimy przez Dżeddę.

W Dżeddzie wypożyczamy samochód i jedziemy na stare miasto Al Balad, wpisane na listę UNESCO. Byliśmy już tutaj cztery lata temu , ale z przyjemnością wracamy. Bez pośpiechu spacerujemy wśród zabytkowej zabudowy. Przyciągają wzrok drewniane balkony i okna osłonięte ozdobnymi kratami zasłaniającymi przed okiem ciekawskich. Przed upałem chronimy się w klimatycznej i klimatyzowanej kawiarence. Wczesne popołudnie spędzamy na Corniche – promenadzie nadmorskiej. Poprzednim razem był tu jeden wielki plac budowy. Trwała budowa toru formuły 1, dlatego nie mogliśmy obejrzeć białego meczetu. Biały meczet to ważny obiekt dla pielgrzymów zdążających do Mekki, bo przecież Dżedda nazywana jest bramą Mekki. Meczet akurat był zamknięty, więc obejrzeliśmy go tylko z zewnątrz. W oczekiwaniu na zachód słońca i uruchomienie najwyższej fontanny na świecie (fontanna Króla Fahda- 312 m) pijemy kawę na tarasie z widokiem na już gotowy tor formuły 1 . Za kilka dni odbędzie się tutaj Grand Prix Arabii Saudyjskiej. Na zakończenie dnia oglądamy Art Islamic Biennale zorganizowane w jednym z terminali lotniskowych. Wprawdzie Karolina zarezerwowała bilety już rano, ale nie mieliśmy wiedzy , że jest to tak ciekawa wystawa i przeznaczyliśmy na nią stanowczo za mało czasu. Tak jak łatwo było wypożyczyć samochód, to zdecydowanie trudniej było trafić do miejsca jego oddania. Gdyby nie pomoc parkingowego z innego parkingu, lot do Addis Abeby byłby zagrożony.

 


Komentarze