INDIE NA WSCHÓD OD „SZYI KURCZAKA” (XI / XII 2024R.)


Patrząc na mapę Indii w okolicach miasta Siliguri, widać bardzo wąski ( 22 kilometrowy ) przesmyk pomiędzy Bhutanem a Bangladeszem i to miejsce w Indiach często nazywane jest „szyją kurczaka”. 

 Z Bhutanu jedziemy do Parku Narodowego Manas (UNESCO), który reklamuje się jako rezerwat tygrysa, ale tak naprawdę można w nim zobaczyć słonie , a najwięcej pawi. Wykupujemy 3-godzinne safari i eksplorujemy park do zmroku, podziwiając ładne widoki na Bhutan. Ciekawostką dla nas było „usypianie” drzew. „Usypianie” a nie wycinanie, bo pracownicy zdejmują na pewnym odcinku korę z drzewa doprowadzając do jego obumarcia, po to , aby swoją koroną nie rzucało cienia i nie hamowało wzrostu trawy potrzebnej dla zwierząt.

Pierwotnie z Manas mieliśmy pojechać do Parku Narodowego Kaziranga, ale zmieniliśmy plany ze względu na Hornbill Festival. Karolina ze swoją ekipą była tam już od wczoraj. My wprawdzie spóźniliśmy się na przemowy oficjeli, ale zdążyliśmy obejrzeć program artystyczny przygotowany na ten dzień. Dzięki Karolinie , która załatwiła nam wygodne miejsce parkingowe, blisko festiwalu, mogliśmy dobrze wypocząć , nie spędzając połowy dnia na szukaniu parkingu. Nie spodziewaliśmy się, że festiwal cieszy się tak ogromną popularnością , a zaparkowanie samochodu w promieniu 5 km było niemożliwe. Na festiwalu prezentowało się 16 plemion zamieszkujących Nagaland. Każde z plemion w ciągu jednego dnia miało po dwa występy trwające po 6-7 minut, w trakcie których przedstawiało pieśni, tańce plemienne, scenki rodzajowe (np. żniwa, walka, codzienne czynności). Każde plemię występowało w pięknych , kolorowych , tradycyjnych strojach. O ile do samego końca nie byliśmy przekonani czy powinniśmy jechać na ten festiwal, to po obejrzeniu występów poszczególnych plemion jesteśmy pewni , że była to bardzo dobra decyzja. Każde z plemion, na terenie festiwalu, miało swoją „wioskę”, w której można było zjeść ich tradycyjne potrawy i w czasie przerwy zrobić zdjęcia , do których chętnie pozowali. Sam festiwal to 10 dni różnych imprez od wyboru miss, poprzez zawody sportowe np. łucznictwo po koncerty. Festiwalowy czas szybko dla nas minął, a czekały nosorożce w Kaziranga NP.

Zanim wyruszyliśmy na safari obejrzeliśmy dwugodzinny program artystyczny plemienia Karbi. Ten program również bardzo nam się podobał i wcale nie czuliśmy przesytu występów artystycznych. Sława Kazirangi potwierdziła się w stu procentach. Nigdy jeszcze nie widzieliśmy tak wielu nosorożców (kilkanaście sztuk). Nie jest to jednak dziwne, gdyż w Kaziranga żyje 70% światowej populacji nosorożca jednorogiego. Czują się tutaj naprawdę u siebie, bo jeden z nich próbował nas przegonić. To, że nie zobaczymy tygrysa było pewne, ale ciekawie było zobaczyć wielkie poruszenie wśród kierowców, gdy dowiedzieli się od rangera, że w krzakach obok nas jest tygrys. Zaczęli zawracać , cofać , nasłuchiwać i wydawało się, że z tego miejsca już nie odjadą. Mieli nadzieję, że tygrys przebiegnie przez drogę. Nic takiego oczywiście się nie stało. Poza gwiazdą Kazirangi, czyli nosorożcem, oglądaliśmy słonie, bawoły , jelonki , dzikie świnie i sporo ptaków.


 


Komentarze

Brak strony